Akademia PRoto - ucz się od najlepszych!

O ciężarówkach, towarze i social mediach

Zadanie było proste. Trzeba zawieźć towar nad morze, na prom. Nieważne jak, nieważne czym, nieważne którędy. Ważne, by zrobić to szybko. Zawodników było wielu, każdy wybierał inną trasę, każdy miał nieco inny pomysł na to, jak przewieźć towar, bo sposobów rzeczywiście było dużo. A zawody właśnie się zaczęły.

Wtedy pojawili się ONI. Ze sportowymi wozami, z roadsterami, które zostawiały większość ciężarówek w tyle. Pomykali drogami niczym rakiety, wyprzedzali wszystkich, mieli tak niesamowite czasy, że właściwie nikt nie miał z nimi szans. Byli pierwsi na mecie. Ale gdy już przyszło do wręczenia nagród nagle zdali sobie sprawę z pewnej dość istotnej rzeczy. Zapomnieli przywieźć towaru. Prawdę mówiąc nawet nie mieli jak go przywieźć, bo ich roadstery miały za małe bagażniki, aby cokolwiek pomieścić. Byli szybcy, ale zupełnie na próżno. Na pusto. Bez sensu.

Kiedy patrzę na komunikację marek na Facebooku to mam wrażenie, że coraz więcej osób przesiada się w roadstery. Nie liczy się to, co mamy przenieść, liczą się inne wskaźniki. Te, które potrafimy zmierzyć, a nie te, które są dla nas ważne. Dlaczego?

Ano dlatego, że jak już nie raz pisałem mierzymy to, co potrafimy zmierzyć, a nie to, co powinniśmy. Potrafimy zmierzyć zasięg naszych treści, potrafimy zmierzyć zaangażowanie jakie wywołały, ale nie mamy uniwersalnych miar do mierzenia wpływu jaki wywarły. Więc zupełnie tego nie mierzymy. I choć mijają kolejne miesiące od tego gdy pisałem o dwóch pułapkach social media i o tym czy możemy pisać o dupie Maryni, to zjawisko zamiast słabnąć wzmaga się…

Przecież nie liczy się, jak bardzo zaangażujemy ludzi i do ilu z nich dotrzemy, ale także Z CZYM do nich dotrzemy. Inaczej to, jak wspomniany roadster – co z tego, że będzie szybki, skoro w jego mikrym bagażniku nie zmieści się żaden towar? Bardzo łatwo jest wywołać zaangażowanie memami o kotach, postami o śmierci Hanki Mostowiak czy Balotellim. Jednak jeśli wiadomość ta nie ma żadnego ważnego dla nas przekazu, to jest ona dla nas praktycznie bezużyteczna.

Ok, ok, znowu odzywają się głosy „budujemy edgerank”. Ale ile można ich słuchać? Niektóre fanpage tylko wrzucają głupkowate plansze, żebrzą o lajki, wstawiają głupie pseudoankietki. Lajk i komentarz stał się bożkiem, nabijamy go jak to możliwe zapominając o tym, że nawet milion razy zero równa się ZERO. Milion zasięgu komunikatu, który ma zerowy impakt równa się zero.

Nie oszukujmy się, w dzisiejszym natłoku marek nie wystarczy, że ta publikuje śmieszne treści. To nie jest tak, że przy metaforycznej półce podejmiemy decyzję o zakupie dlatego, że marka wrzuciła ostatnio fajnego mema. C’mon.

Decyzja zakupowa jest mega ważna i tak naprawdę wszystko rozgrywa się wokół niej. To temat na oddzielną notkę, ale SoMe nie jest balonikiem, który urwał się gdzieś i krąży sobie po okolicy, jest częścią planu marketingowego. Tak więc każdy nasz post ma służyć pewnym celom – zwiększać świadomość marki, zmieniać jej wizerunek, generować leady czy cokolwiek, co jest założone. A nie tylko bawić gawiedź (oprócz wyjątków rzecz jasna).

A post pusty, służący nabiciu lajków jakby nie był lajkowany niestety nic nie przeniesie. Więc cały wysiłek na marne. Tysiąc razy zero, dziesięć tysięcy razy zero, milion razy zero. Roadster z mini bagażnikiem, który przewiózł towar szybko, ale raptem zmieścił ze dwie zgrzewki. Po co?

Nie ulegajcie pokusie pustej i głupiej komunikacji, takiej, która sztucznie generuje zaangażowanie, ale nie buduje zupełnie marki. Prostackiego przeklejania treści, bo tak taniej.

***

Kupiłem samochód. Na serio. Innej marki niż dotychczas. Odruchowo wszedłem na fanpage i zalajkowałem. Pomyślałem sobie, że z chęcią wsiąknę w tą społeczność. Jestem lojalny, jestem naturalnym ambasadorem produktów, z których jestem zadowolony. Chciałbym o marce trochę posłuchać, dowiedzieć się czegoś o niej, poczuć ją. I nagle przestraszyłem się. A co jeśli będzie pytała mnie o weekend? A co jeśli będzie wrzucała memy o kotach? A co jeśli będzie jedną-z-tysiąca-innych, które będą przeklejać (przepraszam teraz nazywa się to kuratela contentu) newsy i inne rzeczy, o których mówi w danym dniu każdy? Kiepsko. Bardzo kiepsko. Mam jednak nadzieję, że tego nie zrobi. Pisz na temat, dawaj mi fajny content marki. Błagam. Hough.

Jak to zrobić? Jak zbudować strategię obecności w social mediach? Jak pisać z korzyścią dla marki? Opowiem w trakcie szkolenia „Budowa strategii komunikacji w social mediach”.

Zapraszam,
Michał Górecki,
(tekst za blogiem: http://michal-gorecki.pl/)