Akademia PRoto - ucz się od najlepszych!

A gdzie budżet mediowy?

Niezmiennie dziwią mnie utyskiwania co poniektórych na fakt, że do działań na Facebooku potrzebny jest budżet mediowy. Pisałem już o edgeranku, o tym, że wspomaganie zasięgu nie jest złem, o tym że rekrutacja adsami jest najlepsza z możliwych, więc o tym nie będę się rozpisywał. Chciałem zmierzyć się z zadawanym nie raz pytaniem „ale skąd ja wezmę na to pieniądze?”

To pytanie jest w sumie dość absurdalne i każdy kto choć trochę pracował przy projektach digitalowych powinien to widzieć, a osoby z branży reklamowej (a nie, jak to się dziś mówi „branży soszjal midja”) powinny wręcz dziwić się temu, że ktoś nie zakładał w projekcie budżetu mediowego.

Ale takie są fakty – firmy decydują się na działania na Facebooku, przeznaczają na to tysiąc, czy dwa tysiące miesięcznie i mówią „no to naprzód”. Agencja zatrudnia więc jednego content designera (na 10 fanpejdży), grafika raczej nie (bo za co) i szczęśliwie liczy zyski. A potem musi uciekać się do różnych tajnych sposobów, aby dowieźć KPI – spędza fanów z farm, aby dowieźć liczbę fanów, uprawia żebrolajki, żeby dowieźć liczbę interakcji. A przecież można inaczej…

Kiedy produkujemy spot do telewizji dość jasne wydaje nam się, że oprócz kosztów produkcji potrzebne są koszty mediowe – gdzieś go trzeba wyemitować. Kiedy tworzymy stronę WWW doskonale wiemy, że ludzie sami na nią nie przyjdą. Trzeba zainwestować w kampanię odsłonową (czy też w SEM). Dlaczego więc nie mamy tego nawyku w social media? Dlaczego planując budżety zapominamy o tym, że „nic na świecie nie ma za darmo”?

Częściowo pewnie z niewiedzy, ale częściowo dlatego, że to agencje doprowadziły do takiej sytuacji. W normalnym świecie budżet mediowy znacznie przekracza fee za obsługę, czy też stworzenie czegokolwiek. Nikt z tym nie dyskutuje. Ale te koszty są dość niewygodne, bo przecież agencja większość z tych środków musi wydać – zostaje nędzne 10% za obsługę – jak dobrze pójdzie. Można więc zrobić inaczej. Można po prostu wziąć te środki dla siebie, a liczby dowieźć w inny sposób, marketer się nie połapie…

Marketerzy też mają tu trochę na sumieniu. Jest to o tyle śmieszne, że te budżety są po prostu… śmieszne. Miesięczne budżety na rekrutację fanów, czy na wzmacnianie zasięgu postów to często ułameczki tego co wydaje się na media w innych kanałach. Ułamki tego co wydaje się na bannery prowadzące do martwej strony WWW. Ale nic to, ważne że ilość wejść została dostarczona, że CTR był na poziomie. Nikt nie przejmuje się tym, że Bounce Rate wynosił prawie 100%, a ci, którzy zatrzymali się na dłużej popatrzyli, poczytali, wyszli, zapomnieli.

Tak więc marketerze zastanów się, czy nie przerzucić troszkę tego budżetu na działania facebookowe skoro i tak chcesz tam działać. Naprawdę stosunkowo niewielkim budżetem można budować sensownie społeczność (zamiast spędzać bydło konkursami), czy też wspomagać zasięg postów (zamiast prymitywnie żebrać o lajki). Myśl długofalowo. Nic nie ma za darmo. Także tutaj. Wake up!

P.S. I nie mówcie mi, że małe firmy nie mają na to środków. Jako współwłaściciel koszulkowo.com dobrze wiem, co oznaczają małe budżety. I dlatego właśnie liczę każdy grosz i widzę, jak łatwo malutkimi budżetem można podbić zasięg postów, a co za tym idzie wpłynąć na sprzedaż. Jeśli nie masz budżetu na media to nie bierz się za biznes.

Chcesz dowiedzieć się jak zbudować strategię swojej obecności w social mediach i jak zaplanować na nią budżet przyjdź na szkolenie „Budowa strategii komunikacji w social mediach”.

Zapraszam,
Michał Górecki,
(tekst za blogiem: http://michal-gorecki.pl/)