Akademia PRoto - ucz się od najlepszych!

Dwie strony medalu – współpraca z organizacjami pacjentów

Przygotowując większość kampanii PR w ochronie zdrowia (a w szczególności kampanii dedykowanych wsparciu leków RX) prędzej czy później szukamy możliwości współpracy z organizacjami pacjentów i fundacjami. Stowarzyszenia, fundacje lub mniej formalne zrzeszenia pacjentów, powstające już od końca lat 80. ubiegłego wieku, zajmują się wspieraniem chorujących na większość chorób, którym można zapobiegać, diagnozować lub leczyć. Zadaniem autora tego materiału nie jest wskazywanie przyczyny powstawania takich organizacji - bo jest ich wiele, lecz zwrócenie uwagi na jeden z aspektów działania wyżej wymienionych. Nie owijając w bawełnę, aspekt dotyczy rzeczy prozaicznej, czyli finansowania organizacji pacjentów.

Jedną stronę medalu tego aspektu pokazywano w wielu ciekawych, choć chwilami jednostronnych materiałach znanych dziennikarzy zajmujących się tematyką medyczną. Pozwolę sobie przypomnieć tylko jeden, który pozostał mi w pamięci - artykuł autorstwa Joanny Solskiej pt "Zakładnicy" opublikowany w "Polityce" w lutym 2009 r. Początek wskazuje na to, kto jest winien całej sytuacji: "W tej wojnie nie ma reguł, wszystkie chwyty są dozwolone. Broń, jaką międzynarodowe koncerny farmaceutyczne stosują w Polsce - stowarzyszenia pacjentów - została już sprawdzona na światowych rynkach. I nie zawodzi". Całość materiału opisuje wiele mechanizmów, które według autorki odpowiedzialne są za powstawanie oraz sposoby działania organizacji pacjentów. Co w materiale ciekawi, to fakt, iż "współpraca" organizacji pacjentów dotyczy głównie koncernów międzynarodowych, a nie rodzimych firm. Zwraca uwagę fakt, iż stanowiska chorych, którym nie można odmówić działania w swoim imieniu, są potraktowane raczej jako "tłumaczenie się" oraz, że a priori stowarzyszenia określone są jako zakładnicy koncernów (międzynarodowych).

Wyżej opisany materiał był przeze mnie wielokrotnie omawiany z przedstawicielami organizacji i stowarzyszeń. Za każdym razem słyszałem, że "jeśli ktoś sam nie jest chory, lub co gorsza, na ciężką chorobę nie jest chore jego dziecko, nie powinien zabierać głosu w tej sprawie, bo po prostu tego nie zrozumie". Podpierając się innymi cytatami "uważanie nas za robotów służących komukolwiek jest, delikatnie mówiąc nietaktem" oraz "terapia/diagnoza/rehabilitacja X uratowała mi życie, dzięki niej funkcjonuję kilka lat". Głęboko wierzę, że cele powstania oraz działania stowarzyszeń nie są tylko i wyłącznie takie, jak zostało to opisane w ww. tygodniku.

Więcej w II części materiału!


Andrzej Lechowicz
Account Director
Fleishman-Hillard