Akademia PRoto - ucz się od najlepszych!

Jak komunikować wprowadzenie nowej ustawy refundacyjnej, by wzbudzić jak najwięcej emocji (niekoniecznie pozytywnych)? Część I

Pewnego dnia, czyli 1 stycznia 2012, rozpoczęła się na dobre batalia o ustawę refundacyjną.

Ale tak naprawdę o wielu rzeczach związanych z ustawą i zmianami, jakie ta ustawa za sobą niesie, było wiadomo już kilka miesięcy temu.

Wiele było stron tego konfliktu, wszyscy czuli się poszkodowani, a poczucie niesprawiedliwości podsycało chęć dalszej walki… Nikt nie chciał być ukarany, ale każdy chciał wygrać. Tu i ówdzie było słychać przenikliwe głosy krytyki opozycji…

Jakie informacje dla obywateli przecedza sitko medialne w grudniu? Czyli rozgrzewka przed ostatecznym starciem.

Media „rozgrzewały się” już od grudnia, pokazując kolejki-PRLki, wijące się wokół aptek. Wszyscy obywatele otrzymywali informacje, że wchodzi od nowego roku nowa ustawa refundacyjna, a to oznacza nic innego jak tylko kłopoty i to nie byle jakie. Nowa ustawa oznacza bowiem kłopoty finansowe! Co w kontekście czyhającego na polską zieloną wyspę kryzysu światowego brzmi strasznie. Media jasno określiły, że leki będą bardzo drogie, czyli niedostępne dla każdego, a już tym bardziej dla przeciętnego Kowalskiego. Szczególnie, gdy cierpi on na chorobę przewlekłą lub rzadką.

Zatem „przeciętni Kowalscy” postanowili reagować szybko na informacje medialne i w grudniu poczynić zapasy medykamentów. Co spowodowało dostarczenie nowych informacji do wyprodukowania newsów w prasie, radio i TV.

Styczeń 2012, czyli lekarze pokazują, że się nie dadzą ustawie: Protest pieczątkowy – „Refundacja do decyzji NFZ”

Protest pieczątkowy rozpoczął się wraz z nadejściem roku 2012. Lekarze zaczęli stawiać pieczątki na receptach, siejąc strach wśród pacjentów, czy taka recepta będzie mogła być zrealizowana w aptece. Niestety okazuje się, że wiele aptek odmawia realizacji sprzedaży leków refundowanych. W tym momencie pacjent ma wybór: nie kupić leku, lub kupić lek w cenie regularnej, bez refundacji. W takich okolicznościach, gdy nie mamy wyjścia – kupujemy produkt leczniczy niezależnie od ceny. Chyba, że… cena przekracza możliwości finansowe chorej osoby. Najbardziej drastyczny przykład, który podają media to sytuacja, gdy kilka aptek odmówiło zrealizowania recepty z pieczątką, kobiecie chorej na raka. Musiałaby ona zapłacić 3000 PLN zamiast 3PLN.

Postraszyć lekarzy, by dobrze wypełniali swoje obowiązki, bo ich protest szkodzi pacjentom...

Premier ze srogą miną (ale w stroju sportowym) mówi prawie wprost lekarzom, „prawie” ponieważ za pośrednictwem kamer telewizyjnych, że powinni wypełniać swoje obowiązki wobec pacjentów, bo jak nie, to zostaną ukarani. Za tło wypowiedzi posłużyło boisko piłkarskie. Efekt? Gromy krytyki z każdej możliwej strony (opozycja nie mogła sobie nic lepszego wymarzyć), umocnienie się  protestu lekarzy…. Ciekawe czy taki był cel pana premiera?

Spotkanie 4 stycznia – może faktycznie rozmowa to dobry pomysł…

Eureka! Rozmowy zainteresowanych stron mogą rozwiązać problemy! Kilkugodzinne spotkania z lekarzami i aptekarzami wydają się być kluczem do sukcesu. Zostają wypracowane wspólne wnioski do nowelizacji ustawy refundacyjnej. Niestety po wyjściu ze spotkania okazuje się, że… Nikt nie wie jak to się stało, ale pieczątek lekarze nie odkładają.

Lekarze czekają na pisemne deklaracje ze strony rządu, a rząd czeka na zaprzestanie protestu pieczątkowego, by zabrać się za przygotowanie poprawek.

Zabierzmy tym co się nie buntowali, może się nie zorientują!

Aptekarze muszą trzymać rękę na pulsie. Okazuje się, że Ministerstwo postanowiło dać jednym biednym, czyniąc z nich bogatych i zabrać innym biednym, by komuś w końcu zabrać, żeby samemu coś mieć.
W ten sposób pewnego wieczoru znika w tajemniczych okolicznościach paragraf, pewnie wtedy, gdy nikt nie patrzy, który znosi możliwość odwołania się od kary za błędne zrealizowanie recepty na lek refundowany przez aptekę. NRA jest bardzo sfrustrowana tą sytuacją. Aptekarze dochodzą do prostego wniosku: aby dostać od rządu to co się chce, należy się buntować w sposób jak najbardziej odczuwalny. W ten sposób pacjenci żegnają się z możliwością zrealizowania recepty, gdy zawiera ona jakiekolwiek błędy, bo nie chcą płacić za błędy lekarzy popełnione przy wypisywaniu recept.

Medialny obraz opisanej sytuacji w II części tekstu już jutro!

Monika Wróbel, Andrzej Lechowicz
Fleishman-Hillard sp. z o.o.