Akademia PRoto - ucz się od najlepszych!

Wywiad z Wiktorem Rainką, aplikantem adwokackim w kancelarii Leśnodorski, Ślusarek i Wspólnicy, o wpływie ACTA na komunikację w sieci

Redakcja PRoto.pl: Czy dotychczas polskie prawo nie chroniło wystarczająco własności intelektualnej, skoro Polska postanowił przystąpić do ACTA?

Wiktor Rainka, kancelaria Leśnodorski, Ślusarek i Wspólnicy: Obowiązujące w Polsce przepisy prawne, a w szczególności przepisy ustawy z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 30 czerwca 2000 roku prawo własności przemysłowej, wprowadzają szeroką ochronę dóbr niematerialnych, takich jak m.in. utwory, wynalazki, wzory użytkowe, wzory przemysłowe czy też znaki towarowe. Można wręcz pokusić się o stwierdzenie, że środki ochrony opisane w ACTA funkcjonują w polskim systemie prawnym już od dłuższego czasu. Podobnie jest z przepisami proceduralnymi, które umożliwiają blokowanie treści w trybie zabezpieczenia, czy też żądania informacji niezbędnych dla ustalenia wysokości roszczeń.

Red.: Wielu artystów było oburzonych protestami przeciwko ACTA i uważało, że podpisanie dokumentu tylko poprawi ich sytuację, jeżeli chodzi o piractwo. Inni zarzucali im, że chodzi tylko o pieniądze. Jak pan myśli, ACTA zminimalizuje problem piractwa czy uderzy w zwykłych użytkowników sieci?

W.R.: Trudno powiedzieć. Tak jak wspomniałem wcześniej ACTA nie wprowadza szczególnie rewolucyjnych zmian w zakresie środków ochrony i w związku z tym istotniejsze niż same przepisy będzie to, w jaki sposób będą one egzekwowane.


Red.: Przeciwnicy ACTA na całym świecie twierdzą, że podpisanie porozumienia przyczyni się do cenzurowania internetu. Czy rzeczywiście istnieje taka groźba, że firmy czy instytucje pod pretekstem ochrony własności intelektualnej będą wnioskowały o blokowanie stron, na których znalazły się niewygodne treści?

W.R.: Możliwości blokowania dostępu do treści o bezprawnym charakterze, np. dostępu do utworu opublikowanego bez zgody twórcy czy też informacji naruszających czyjeś dobre imię, istnieje od dłuższego czasu. Wynika to bezpośrednio z przepisów ustawy z dnia 18 lipca 2002 roku o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Co więcej, procedura zawiadamiania o bezprawnych treściach w celu zablokowania dostępu (tzw. notice and takedown) jest mechanizmem stosunkowo powszechnym i często wykorzystywanym w praktyce zarówno Polsce, jak i w  pozostałych państwach europejskich oraz Stanach Zjednoczonych.  Opisana powyżej procedura dotyczy sytuacji, w której bezprawne informacje są zamieszczane przez użytkowników serwisu np. korzystających z forum lub funkcjonalności portalu społecznościowego. W przypadku gdy bezprawne treści zamieszcza administrator roszczenia można od razu kierować pod jego adresem.


Red.: Pozostając przy temacie cenzurowania internetu. Czy można zastosować sankcje prawne wobec administratorów stron lub fanpage'ów na Facebooku, którzy usuwają wpisy nie naruszające prawa oraz regulaminów obowiązujących uczestników danej dyskusji?

W.R.: W świetle przepisów jasne jest, że administrator może zablokować dostęp do treści o charakterze bezprawnym, jeżeli otrzyma informację o ich bezprawnym charakterze (np. że informacje te naruszają czyjeś dobra osobiste czy też prawa autorskie). Co do ewentualnych roszczeń użytkowników to należałoby zastanowić się czy umowa z użytkownikiem portalu zobowiązuje administratora do przechowywania jego wpisów. W mojej ocenie takie stwierdzenie byłoby bardzo ryzykowne, o ile taki obowiązek administratora nie został wyraźnie wskazany w regulaminie. Podsumowując, w obecnym stanie prawnym użytkownik miałby bardzo małe szanse domagać się ochrony w przypadku usunięcia jego wpisów z portalu. Z uwagi jednak ogromną ilość portali, forów internetowych i możliwości publikowania treści w internecie zagrożenie wprowadzenia „cenzury” praktycznie nie istnieje. Zawsze można bowiem informacje usunięte przez administratora opublikować w innym miejscu, nawet na własnym blogu. Ważne jest jednak, aby takie informacje nie naruszały praw innych osób.

Red.: Sprawa ACTA trochę ostatnio ucichła, ale wciąż słyszy się pojedyncze głosy sprzeciwu – także PR-owców. Czy specjaliści od wizerunku słusznie obawiają się tej umowy?

W.R.: W mojej ocenie ACTA nic szczególnie nie zmieni w codziennej pracy PR-owca. Obecne rozwiązania są jednak stosunkowo restryktywne i dlatego też dla PR-owca ważna jest znajomość aktualnych zasad korzystania z własności intelektualnej i konsekwencje ich naruszenia.

Red.: Czy realna jest groźba, że po wejściu w życie ACTA zablokowane zostaną serwisy wykorzystywane przez PR-owców do komunikacji, np. YouTube? Czy przez to komunikacja  w sieci straci swój wigor?

W.R.: Moim zdaniem nie ma takiego zagrożenia. Chciałbym jednak dodać, że ACTA nie wprowadza szczególnych zmian do obowiązującego już systemu ochrony praw własności intelektualnej w Polsce i w Europie, ale jej podstawową wadą jest to, że utrwala ona funkcjonujące obecnie systemy ochrony tych praw oraz przekonanie, że najlepszym środkiem walki ze zmianami jest stosowanie represji i ściganie naruszeń.

W mojej ocenie nowe formy korzystania z myśli ludzkiej oraz wymiany dóbr kultury, w tym za pośrednictwem internetu oraz innych nowych technologii, powinny skłonić prawników do opracowania nowych modeli prawnych, umożliwiających skuteczne zabezpieczenie interesów wszystkich tj. twórców, przedsiębiorców oraz korzystających. Jak można było zauważyć w ciągu ostatnich 10 lat ściganie pojedynczych naruszycieli i stosowanie różnorodnych represji, nie jest z pewnością najlepszym rozwiązaniem dla osiągnięcia tego celu.


Rozmawiał Karol Schwann